Lepszy Phil niż park
06/07/2008 - 13:32
a więc najpierw pierwsze ważne wydarzenie(które zresztą miało miejsce dawno temu ale cio tam;))->bal^^ uważam, że był naprawdę fajny;) tutaj chciałabym podziękować osobom, bez których nie bawiłabym się tak świetnie(ale nie będę wymieniać;D kto mnie widział, to wie, o kim mowa;P).
Później wyniki... taak, uważam, że naprawdę się spisałam;) i od tego zależy spora część mojej przyszłości. Ale nie będę udawać-> ja już tęsknię za niektórymi osobami(Milusiu, Adusiu,...), nawet za tym głupim budynkiem z kolorowym napisem;( Ale cóż.. co nie zabije, to wzmocni;)
Udało mi się nawet dostać moją pierwszą pracę(duma mnie wprost rozpiera i mam nadzieję, że sobie poradzę;)).
A tymczasem kuję angielski, żeby dostać się do innej grupy.. mam nadzieję, że się uda.. No cóż, trzymać kciuki, proszę^^ (thumb;P)
Cały czas zastanawiam się co wydarzyło się w tym okresie czasu, kiedy powstała ostatnia notka, ale jakoś mam zaćmę chwilową. No bo niby wiem, że każdy dzień jest wyjątkowy i pla pla ta gadanina o pozytywnym postrzeganiu świata, ale jakoś nie czuję żeby cokolwiek wyjątkowego miało ostatnio miejsce. No cóz, zawsze mogło być gorzej. Tymczasem chciałabym podzielić się swoimi myślami z osobami, którym nie szkoda czasu tego czytać. Ostatnio chodzę spać praktycznie już następnego dnia rano (ahh smsy^^) więc mam sporo czasu na zrozumienie i takie zastanowienie się nad wszystkim(bilet miesięczny do zielonej mi się skończył, a co za tym idzie- brak parku;/)
pierwszą złotą myślą, która przyciągnęła moją uwagę wczoraj (czy tam dzisiaj nad ranem) jest myśl Phila Bosmans'a:
"Kto nie zauważył, że się ściemniło, ten nie będzie też szukał żadnego światła"
I właściwie jest to myśl, którą tak naprawdę każdy człowiek może przypodobać do swojej osoby. I mimo, że doskonale zdajemy sobie sprawę z prawdziwości tego, to często wolimy po prostu nie widzieć pewnych rzeczy, które właśnie sprowadzają cień. I tutaj rodzi się złudzenie, które powoli obejmuje serce i później nadzieja, że nie odejdzie.. strach, że coś będzie nie tak.. Ale ja będę starała sie je zauważyć.. bo gdyby nie to, to żyłabym w świecie samej nadziei i marzeń. Ale nie takich, które dają siłę. Takich, które odwodzą od celu i budują fałszywe fundamenty, łatwe pociechy. Które całą swoją siłę inwestują w to, by wierzyć w coś, co nie jest takie jak może się wydawać na pierwszy rzut oka, które niszczą, gdy nie podejdzie się z pełną garścią marzeń i wiary. Jeśli więc nie zauważę takich cieni, które z początku wydają się po prostu maluteńkie, to nie osiągnę celu. Nie skupię się na nich i napędzana myślą, że to jest moje szczęście pozostanę przy tym. I tak będę trwać jakiś czas, dopóki nie zatrzymam się, nie obejrzę za siebie, nie pozbieram faktów i emocji do kupy.. i wtedy pojawi się myśl: czy naprawdę tego chcę?? ale wtedy wiele sznurów będzie mnie krępować ze wszystkich stron i nie wycofam się.. będę sądzić, ze zepsuję wszystko. Ale czy można zepsuć szczęście, które nie istnieje?




